Co złego jest w łokciu
w czym jest gorszy od sufitu?
albo głowy
albo źrenic??
no przecież...
dlaczego ludzie nie mogą mieszkać właśnie na łokciu?
absolutnie nie banalnie( czy niebanalnie??)
co złego jest w łokciu... nie rozumiem!
no właśnie
mam pecha:)
wczoraj np poszłam kupić dla mojej cioci fajowskich rzeczy i wybrałam winogrona a ze wszystkie były w tej samej cenie to nabrałam do jednej siatki wszystkie kolory
i sprawdziłam czy jest ta sama cena jak wciskam na wadze jeden kolor i inny kolor i była identyczna. Nie wiedziałam co zrobić z drugą ceną więc też ją przykleiłam na siatkę...
Potem poszłam po lody, wypatrzyłam winogronowe, nie za duże i skierowałam się do kasy.
Kolejka była okropna i już prawie w niej zasnęłam, ale byłam na prawdę dzielna.
Ale ale przy kasie okazało się że winogrona było trzeba ważyć osobno a lody zostały właśnie wycofane ze sprzedaży...
a dziś szłam szłam i nagle czuję żę przy prawej stopie jakoś coś dziwnie... i patrzę a tam podeszwa lata prawie już wolna od reszty buta...
oderwałam
szłam
szłam
i oderwałam drugą któa i tak zaczynała odpadać.
cóż za przygody...
owszem pada już śnieg
ale taki zupełnie topniejący
Non! Rien de rien!
moze jeszcze spadnie cos na stałę...
tak właśnie w mojej głowie są kołtuny (wierzę, że tak to się pisze...)
ale jakie poetyckie te moje kołtuny...
jedne większe
inne mniejsze
trzecie trochę szare
a te najbardziej skołtunione najbardziej kolorowe...
dziś w rynku porozumiewałam się językiem pozawerbalnym i pływałam na pływalni świdnickiej...
po południu wtopiłam się w mój zeszyt od Historii Sztuki i w słownik o nazwie pochodnej...
słuchałam Trójki
i czekałam na wieczór
żeby pojechać z Elą do Orzecha
Niedzielny wieczór jest tym ulubionym, tym na który czekam przez cały tydzień
chowam się w białą albę i znikam w dymie kadzidła
uciszam wszystko co we mnie krzyczy
ale to tylko dwie godziny na cały tydzień...
na 7 dni
168 godzin
i jeszcze dużo innych chwil mija, ale żeby o nich od razu pisać...
nie nie
narazie na tym : dowidzenia...
zostawiłam otwarte drzwi i zamykam oczy
w szkole organizują konkurs poetycki...
dziwny ma temat, ale może?
no i jeszcz konkurs na felieton...
czy ja kiedyś napisałam felieton?!
skomplikowane...
i jeszcze mowa wstępna do gazety o poetach na informatykę.
Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Otworzyłam oczy.
Moja sister w Grecji siedzi i baluje, a powinna się uczyć:)
Dzień pierwszy raz od kilku dni nie jest mglisty.
Chmury pojawiają się w postaci piórek i kręcą się w spirale...
poprostu są. Tak o. Bez egzaltacji, bez głębszych myśli. Chmury są.
Nawet nie wiedziałam, że on taki dobry...
Moja sister postanowiła wyjechać!!
Przemieży morze i dotrze do Grecji...
na wyspę Lesbos...
i co ona tam niby będzie robić bezemnie??
(będziesz się nudzić sister!!!)
i kto mi zostawi pudełko od
serka waniliowego Danio
żeby się okazał, że ów serek mi szalenie smakuje?!
Nie jedź Sister...
Zostań i nawet już możemy się kłócić (bo potem i tak się śmiejemy!)
...
A jak nie będziesz do mnie pisać to wiesz...
Jestem chora i stęskniona.
Czytam "Cień wiatru" i wiem, że mentalność tej książki uderzyła mi do głowy.
Teraz wciąż chodzę ulicami Barcelony, zakochana, rozgoryczona, wystraszona, ścigana przez Fumero, kochana przez Beatriz i porzucona przez nią. Chodzę śladami książek i Juliana, który stracił Penelope.
Całuję się na cmentarzu książek, pracuję w bibliotece ojca i okłamuję go.
a wszystko to za 40 stron skończy się moją śmiercią...
Jak dobrze, że zaraz zacznę książkę Katarzyny Siesickiej i wszystkie szalone namiętności "Cienia wiatru" i przerażające historie ludzi, których kiedyś łączyła młodość, wreszcie się skończą!!